Ciao!

Cześć! To ja, Wirginia Cristin, znana pod pseudonimem MarianaItaliana.

Cieszę się, że zagościłeś w moim świecie języka włoskiego i Włoch widzianych z nieco innej perspektywy. Jestem Włoszką polskiego pochodzenia. Od 13 lat mieszkam w Polsce (na stałe?), gdzie uczę, ale przede wszystkim opowiadam o Bel Paese bez filtra – nie tylko przez pryzmat turystycznych pocztówek. Dzielę się Włochami, w których się wychowałam i wykształciłam; takimi, których blaski i cienie znam od podszewki.

Jeśli tutaj trafiłeś/aś, to pewnie znasz już mój podcast MarianaItaliana. Jeśli nie, to gorąco zachęcam Cię do wysłuchania moich audycji.

Zerknij również na mój profil na Instagramie. Cóż, nie jestem typową influencerką i nie lubię nadmiernie epatować życiem prywatnym, a większość energii poświęcam podcastowi, ale z pewnością znajdziesz tam coś dla siebie.

Kto wie, może wreszcie znajdę czas, aby opublikować na tym blogu te wszystkie artykuły, które od lat układają mi się w głowie? Jak mówimy we Włoszech: „La speranza è l’ultima a morire!” (Nadzieja umiera ostatnia) 

Dlaczego MarianaItaliana?

A powracając do mojego pseudonimu – czy wiesz, dlaczego postanowiłam nazwać się MarianaItaliana?

Otóż lata temu moja kumpela, patrząc na pewnego włoskiego idola – niebieskookiego blondyna – nazwała go żartobliwie „Mariano-italiano”. Potem spojrzała na mnie i wypaliła: „No, a Ty jesteś taką MarianaItaliana!”. Wszystko dlatego, że z rysów twarzy i karnacji nie wpisuję się we włoski stereotyp urody. Na pewno nikt nie pomyli mnie z Monicą Bellucci!

Niemniej jednak mimo wielu lat w Polsce i biegłej dwujęzyczności, wciąż istnieją emocje, które potrafię wyrazić tylko po włosku. Wszystkie soczyste przekleństwa niezmiennie wyrywają mi się w tym pięknym, melodyjnym języku. Co więcej – jeżdżę autem jak prawdziwa Włoszka, dla mnie nie ma obiadu bez makaronu, a w moim domu pod żadnym pozorem nie może zabraknąć dobrej kawy i prawdziwego parmezanu.

O mnie – na poważnie

Moja edukacyjna droga zaczęła się w liceum językowym w Latinie (to mało ciekawe miasto, nie jedźcie tam zwiedzać!). Potem przyszedł czas na Stosunki Międzynarodowe na Uniwersytecie Bolońskim, które – muszę się pochwalić – ukończyłam z wynikiem 110/110 ( przyznam się uwielbiałam te studia!).

Życie rzucało mnie w różne zakątki świata: mieszkałam między innymi w Brukseli, na Ukrainie i na Malcie. Uczęszczałam również na studia podyplomowe dla tłumaczy ustnych. I choć oblali mnie na tłumaczeniu symultanicznym na język polski (no cóż, „polski trudna mowa”!), to umiejętności tam zdobyte cenię sobie do dzisiaj.

Dziś jestem poliglotką i trenerką językową. Oprócz polskiego i włoskiego swobodnie rozmawiam po angielsku i hiszpańsku, jeszcze lepiej czuję się w języku francuskim, a i „troszkę po rosyjsku” potrafię zagadać.

Moje podejście do edukacji ukształtowały europejskie programy oparte na metodzie „learning by doing” (nauka przez działanie) – jestem ogromną fanką tego stylu. W ostatnich latach stałam się również szczególnie wrażliwa na kwestie neuroróżnorodności w procesie nauczania.

Na co dzień mam bardzo ograniczoną liczbę miejsc na zajęcia prywatne, ale dla osób naprawdę zdeterminowanych nie ma rzeczy niemożliwych! Zerknij niemniej jednak do sekcji Co oferuję. :)